Mam talent, chwalę się

Wakacyjne szaleństwo

Małżeństwo Szaleńców po kilkugodzinnej podróży do Turcji wypchanym po brzegi samolotem rozpakowywało swoje bagaże w jednym z hotelowych pokoi. Siedmioletni syn, młodsza wersja ojca - jak to mówiła Oliwia, biegał z kąta w kąt nie mogąc znaleźć sobie miejsca. Mały blondasek nie słuchał upomnień zdenerwowanej matki. Kobieta mimo spokojnego usposobienia potrafiła wybuchnąć w złości potokiem niecenzuralnych słów, skierowanymi bardziej do męża, na którym nie mogła polegać, aniżeli do syna. Pan Mireczek jak zwykle wytykał jej, że przesadza ale ona wiedziała swoje. Za cel honoru postawiła sobie wychowanie dwójki dzieciaków, z którymi musiała się użerać.

Minęły trzy godziny i rodzinka była gotowa by pojechać z przewodnikiem na Grand Bazaar w Stambule, o którym tyle czytała. Po dotarciu na miejsce zaskoczyła ich niesamowicie duża przestrzeń rozciągającego się we wszystkie strony targu. Pierwszym co rzuciło się jej w oczy były wszelkiego koloru stroje, błyszcząca i wielobarwna biżuteria- czyli prawdziwy raj na ziemi. Od razu powędrowała do stoiska i zobaczywszy ceny uśmiechnęła się pod nosem. Były kolosalnie wysokie, ale tacy kupcy specjalnie zawyżają ceny by móc się potem targować z klientami. Jej przyjaciółka nauczyła ją tej zacnej sztuki negocjacji, w przeciwieństwie do małżonka. On przepłaciłby nie mając o tym zielonego pojęcia. Trzymający Tomeczka za rękę pan Szaleniec zbliżył się do żony, której oczy świeciły się niczym diamenty. Próbował wyperswadować kobiecie zakup, ale ta uciszyła go jednym spojrzeniem rzucającym sztylety w jego irytującą osobę. Obaj zdali sobie sprawę, że lepiej będzie w ciszy chodzić grzecznie za Oliwią, jednak nie minęło pięć minut a ich postanowienie umknęło w niepamięć. Naśladowali miejscowych krzyczących: Bir lira, bir lira, birliraaaaaa, przepychali się między ludźmi, aż w końcu musiał się zdarzyć wypadek. Tomeczek pchnięty przez ojca poleciał jak długi na stoisko z ozdobną porcelaną. Pani Oliwia prawie wyzionęła ducha zobaczywszy co się właśnie stało. Już nie patrzyła gdzie są, zjechała obu równo dając jasno do zrozumienia, że nie będzie płacić za to co oni zniszczyli. Co z tego, że są rodziną?! Ta dwójka od kilku lat spędza jej sen z powiek.
- Niech się pani nie przejmuje- zagadał właściciel, ku zaskoczeniu dobrze posługujący się językiem polskim. - Coś na to zaradzimy.
- Ale jak to? Mój syn... Ja przepraszam, nie dopilnowałam ich i oto tego skutki.
- Widzę, że ma Pani z nimi prawdziwy Armagedon. A ja mogę coś poradzić- uśmiechnął się zawadiacko mężczyzna około pięćdziesiątki.
- Umie się panienka targować?
Pokiwała głową potakując. Mężczyzna powinien być wściekły, a jest zupełnie na odwrót. Jego źródło dochodów jest w kawałkach, jak będzie zarabiał? Ta myśl krążyła jej po głowie dopóki nie powiedział:
- Pani nic mi nie zawiniła, idź pani. Ale w zamian zatrzymam tych chłystków co mi narozrabiali- mówił szczerze i z poważną miną skierowaną do zdezorientowanego Mireczka i Tomeczka.

Kobieta pokojarzyła fakty dość szybko. Kupiec w zamian za szkody chciał jej najdroższego męża i syna. Najukochańszych chłopców jej życia, miłości, której poświęciła życie. I ona ma pozwolić żeby jakich facet ich jej odebrał?!
- Umowa stoi- wymieniła uściski z mężczyzną zadowolonym z "zakupu".

Wyraźnie widziała jak twarze obu głuptasów bledną a oczy zachodzą łzami. Uśmiechnęła się i odwróciwszy na pięcie opuściła bazar najszybciej jak się dało żeby mężczyzna nagle nie zmienił zdania i nie dokonał zwrotu. Wróciwszy do hotelu poszła do SPA znużona, a wróciła jak nowonarodzona. Przez dobre pięć godzin nie musiała użerać się ze smarkaczami, ale znała swojego pecha, okropne zachowanie męża oraz syna, i snuła domysły, że najdalej jutro kupiec się ich pozbędzie, chcąc mieć święty spokój. Ale teraz ma czas dla siebie. I chwała za to Bogu.
- A morał tego taki: szanuj żonę i matkę swoją!- upiła czerwonego wina z lampki i zaśmiała się perliście.
 
 
ARISA
 


administratorzy: BMZ, szulbe | wykonanie: kotonski.pl
Menu